Lech Kaczyński odwiedza gospodarstwo rolne. Gdy znalazł się w chlewni, pośród stada dorodnych świń, towarzyszący grupie oficjeli fotoreporterzy natychmiast strzelają fotki. Na to Kaczyński:
– Tylko żeby mi tam nie było jakiegoś głupiego podpisu pod zdjęciem, typu „Kaczka i świnie, albo coś takiego!”
– Ależ skąd panie prezydencie. Wszystko będzie cacy.
Nazajutrz ukazuje się gazeta ze zdjęciem Kaczyńskiego wśród świń i podpis „Lech Kaczyński (trzeci od lewej)”.
