Gość, bezdomny czy biedny, na którego się bierze kredyty, komórki i tak dalej, nazywa się słup. Siedzi sobie taki słup w domu. Stół się chwieje, a wraz z nim butelka denaturatu na owym stojąca. Ściany odrapane, obraz krzywo, ogólnie nędza i rozpacz. W pewnym momencie ktoś puka do drzwi.
– Kto tam? – pyta słup.
– Komornik.
– Proszę wejść.
Komornik wchodzi, siada, rozgląda się:
– No… Pan jest winien cztery miliardy złotych, jak pan chce to oddać?
Słup myśli: Wszystkie meble mi już zabrali, prąd mi odcięli, telefon też, i gaz…
– Wie pan co? – zwraca się do komornika, wskazując palcem kran – Wody mi nie odcięli. Weź pan se wody za cztery miliardy…
