Pewien turysta zabłądził w górach, stracił już nadzieję, gdy zobaczył jakieś światła, a dalej góralską chałupę. „Jestem uratowany – zapłacę im – dadzą mi coś zjeść, napoją mnie, przenocują…” – pomyślał turysta i wszedł do środka. Patrzy na zapiecku leżą nieruchomo Bacowa i Baca.
– „Dobry wieczór, zabłądziłem, jestem głodny, chce mi się pić, zapłacę wam” – powiedział turysta.
…CISZA
– „Chciałbym coś zjeść – jestem głodny” – powtórzył.
…CISZA
Zdegustowany brakiem reakcji Bacy i Bacowej, wziął to co leżało na stole i zjadł.
– „CHCIAŁBYM SIĘ CZEGOŚ NAPIĆ” – powiedział, już zdenerwowany, turysta.
Gdy po raz kolejny odpowiedziała mu cisza – wypił co było na stole, przeleciał Bacową i wychodząc rzekł „Co za popieprzeni ludzie!”.
W bacówce ciągle CISZA, gdy w pewnym momencie Bacowa nie wytrzymała i kichnęła. Baca na to: „Przegrałaś – gasisz światło”
